Nieznana historia pilota z Jelczy

Interesujący artykuł przesłał do Miechowa przyjaciel Muzeum Ziemi Miechowskiej Maciej Powała-Niedźwiecki z Lublina. Zachęcamy do jego lektury.

Moja rodzina była związana z Miechowem przez blisko dwadzieścia lat (1929–1946). Pozostała po niej obszerna korespondencja. W jednym z listów (z 30 grudnia 1946 r.) mojej babci Marii Niedźwieckiej do swojego brata Mieczysława Borzęckiego (uczestnika bitwy o Monte Casino), który osiadł po wojnie w Szkocji znalazłem taki fragment: „Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę mianowicie; czybyś nie mógł dowiedzieć się o losach polskiego lotnika, znajomego, nazywa się Andrzej Niewiara, pochodzi z miechowskiego, szkolił się najpierw w Bydgoszczy, a potym latał w Warszawie. Matka jego otrzymała jedną tylko w czasie wojny wiadomość i to pośrednią. Bardzo chcielibyśmy wiedzieć czy żyje”. Zaintrygowany tematem zacząłem szukać w internecie informacji o tym pilocie. Zacząłem od znanej listy Krzystka, która zawiera wykaz personelu Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii. Znalazłemw niej poszukiwane dane.

Andrzej Niewiara urodził się 10 listopada 1917 r. w Jelczy (powiat Miechów, gmina Charsznica).  Zginął 9 sierpnia 1941 r. Pochowany w Boulogne-sur-Mer we Francji. Latał w 315 dywizjonie myśliwskim „Dęblińskim”. W dwóch kolejnych lotach zaczepnych 8 sierpnia 1941 r., nad Francją stoczono walki z niemieckimi myśliwcami. Piloci dywizjonu 315 zestrzelili na pewno dwa, prawdopodobnie trzy i uszkodzili trzy Me-109. W walkach zginęli ppor. pil. Jerzy Czerniak i sierż. pil. Andrzej Niewiara.

Ze strony wikiwand (https://www.wikiwand.com/pl/114_Eskadra_My%C5%9Bliwska) dowiedziałem się, że w kampanii wrześniowej Andrzej Niewiara służył w 114 eskadrze myśliwskiej. Na wymienionej stronie czytamy: „Kampanię wrześniową 114 eskadra myśliwska odbyła w składzie IV/1 dywizjonu myśliwskiego Brygady Pościgowej, 1 września wszyscy piloci eskadry postawieni zostali w stan alarmu. Około 7.00 wystartowały dwa klucze pod dowództwem kpt. Freya. Trzeci klucz dowodzony przez oficera taktycznego IV/1 dywizjonu – por. Aleksandra Gabszewicza wystartował z opóźnieniem. To właśnie najpóźniej startujący klucz odnotował pierwsze zwycięstwo powietrzne. Tak wspomina ten fakt por. Gabszewicz: Ciągniemy na północ wciąż wyżej i wyżej. Cienka warstwa mgły jest już poniżej nas. Nagłe przed sobą o jakieś 500 metrów wyżej dostrzegam lecących w przeciwnym kierunku pięć samolotów. Na płatach – czarne krzyże. Widzę je po raz pierwszy. Zadzieram „Jedenastkę” i ciągnę w górę w kierunku tych „krzyży”. Moi boczni odpadają – nie wytrzymują tak małej prędkości przy wznoszeniu… Pęd do walki jest przemożny. Odkładam w myśli poprawkę i naciskam spust. Wiązka pocisków idzie w kierunku szkopów. Jednak w tym momencie moja maszyna zadrżała i zwaliła się w korkociąg. Oddaję drążek sterowy i przeciwwagę nogą, korkociąg zahamowany. Znowu zadzieram nos maszyny do góry, aby odrobić wysokość. Lecz znowu za wcześnie i po raz drugi jestem w korkociągu. Wyprowadzam, a po chwili Niewiara jest już przy mnie. „Naszych” 5 bombowców jest niedaleko. Rozpoznaję – Heinkle 111. Lecimy w kierunku Warszawy. W dole Modlin. Dołącza trzecia Jaskółka to Boguś. Choć powoli, ale zbliżamy się do Heinkli. Jeszcze trochę bliżej. Otwieram ogień, ale i po moich skrzydłach przebiegały iskierki. To on także strzelał Boguś odłącza się. Poszedł w prawo i przybliża się do drugiego Niemca. Ciekawe widowisko – smugi moich pocisków dochodzą Heinkla i uderzając dają silniejszą iskrę, a potem gasną. Widzę dużo tych ogników. Wydaje się, że to wszystko dzieje się bardzo powoli. Ale to tylko złudzenie, bo przecież mam jeszcze amunicję. Nagle z lewego silnika bombowca trysnął gwałtowny płomień i dym. Samolot pozostaje w tyle za innymi. Z postrzelonej maszyny lecą w dół bomby. Pilot skręca w lewo i do ziemi. Leci tak wolno, że już bez trudu go doganiam. Strzelec niemiecki wciąż się broni. Naraz milknie. Doganiam Heinkla i widzę, że lufa karabinu maszynowego na ogonie sterczy nieruchomo w górę. Widzę strzelca – głowa oparta o prawą burtę. Niewiara jest przy mnie, on też atakuje i od czasu do czasu posyła serię pocisków. Niemiec skręca o 180° i leci ku północy, widocznie ma nadzieję dojść do Prus Wschodnich. Zniżamy lot, trzymając się wciąż postrzelonego bombowca, choć już od paru sekund zabrakło nam amunicji. Wreszcie lecimy tuż nad drzewami. Przed nami wyłania się jakaś polana i Niemiec podchodzi do lądowania wprost z kursu. W ostatniej chwili, będąc już na wysokości około dwóch metrów, zawadza lewym skrzydłem o drzewo… Kurzawa i dym znaczą miejsce upadku…”  Obu pilotom zaliczono wspólne zestrzelenie. Zestrzelony samolot  to He-111PS (o numerach bocznych L1+KN), wchodzący w skład II Dywizjonu (z oznaczeniem K – Kampf) stacjonującego w Prowehren (obecnie Kaliningrad) pułku wielofunkcyjnego Luftwaffe LG1 (Lehrgeschwader). Czterech pilotów niemieckich zostało wziętych do niewoli, jeden zmarł.[1] Trwa spór historyków czy był to pierwszy niemiecki samolot zestrzelony przez polskich pilotów w II wojnie światowej?

            Tyle udało się dowiedzieć o bohaterze z Jelczy z miechowskiego. Może uda się odszukać rodzinę pilota i dopisać jego historię?


[1] https://pultusk24.pl/artykul/he-111-pod-mieszkami/1110488 (dostęp: 12.07.2022)

Zdjęcie Andrzeja Niewiary:  https://listakrzystka.pl/niewiara-andrzej/